Ostatni rejs sezonu 2026. Dalmacja pod żaglami Windstory

Są takie rejsy, po których trudno po prostu zamknąć jacht, oddać cumy i powiedzieć: „do zobaczenia w przyszłym sezonie”. Ten był właśnie taki.
Z mariny Kaštela, niedaleko Splitu, wyruszyliśmy w ostatni rejs Windstory w sezonie 2026. Przed nami była Dalmacja Środkowa, Sun Odyssey 519 o wdzięcznej nazwie Ciao Bao, świetna załoga i prognoza, która obiecywała coś, co każdy żeglarz lubi najbardziej — dużo żagli i niewiele godzin pracy silnika.
I dokładnie tak było.
Dalmacja, którą najbardziej lubimy

Nasza trasa prowadziła przez miejsca, do których można wracać wiele razy i za każdym razem odkrywać je trochę na nowo.
Odwiedziliśmy Vrboskę, popłynęliśmy na Hvar, zatrzymaliśmy się w marinie Palmižana na Paklińskich Wyspach, a jednym z przystanków była piękna zatoka na wyspie Šćedro.
Każde z tych miejsc ma zupełnie inny charakter. Są niewielkie dalmatyńskie porty, gwar Hvaru, są zatoki i wyspy, na których wieczorem tempo samo zwalnia. Ale tym razem to nie kolejne miejsca na mapie były najważniejsze. Najważniejsze było to, co działo się pomiędzy nimi.

Wreszcie naprawdę dużo żeglowania
Pogoda zrobiła nam prezent na zakończenie sezonu.
Ciao Bao większość trasy pokonywała pod żaglami. Dużo wiatru wystarczającego do dobrej żeglugi, mało pływania na silniku i sporo czasu, żeby po prostu cieszyć się tym, po co przyjechaliśmy do Chorwacji.
Bo rejs Windstory nie ma być wyścigiem od atrakcji do atrakcji.
Chcemy mieć czas na żeglowanie. Na zatokę, w której warto zostać trochę dłużej. Na rozmowę. Na muzykę. Na dobrą kolację. Na wskoczenie do wody albo zwyczajne siedzenie na pokładzie bez poczucia, że za chwilę trzeba gdzieś pędzić.
Nasza załoga przyjechała właśnie po taki odpoczynek pod żaglami.
Nie oznaczało to jednak wyłącznie leżenia na pokładzie. Była też ciekawość żeglowania i chęć dowiedzenia się czegoś więcej. Kto chciał, mógł więc zobaczyć z bliska, jak pracuje jacht, po co robimy poszczególne manewry i jak wykorzystujemy wiatr.
Bez egzaminów i bez presji. W końcu jesteśmy na wakacjach.
Dobry rejs smakuje inaczej
Jest jeszcze jedna rzecz, bez której trudno nam wyobrazić sobie Windstory.
Jedzenie.

Na naszych rejsach załoga Windstory nie tylko prowadzi jacht, ale również dba o kuchnię. Lubimy korzystać z tego, co daje nam miejsce, w którym akurat jesteśmy.
Świeże warzywa i owoce, lokalne produkty i proste składniki, które w Chorwacji smakują dokładnie tak, jak powinny smakować wakacje nad Adriatykiem.
Nie chodzi o restaurację na wodzie ani o wymyślne menu.
Chodzi o moment, kiedy po kilku godzinach żeglowania siadamy razem przy stole, jacht stoi już spokojnie w zatoce albo marinie, na pokład trafia świeżo przygotowane jedzenie i nagle okazuje się, że przez najbliższą godzinę naprawdę nic więcej nie trzeba.
Takie chwile pamięta się z rejsów wyjątkowo długo.
Trochę muzyki, dużo śmiechu
Każda załoga tworzy własną historię. Tę zostawimy uczestnikom — bo wierzymy, że część tego, co wydarza się na rejsie, powinna po prostu zostać na pokładzie.
Możemy zdradzić tylko tyle: było dużo uśmiechu, muzyki, rozmów i dobrej energii.
Była to ekipa, która potrafiła korzystać z wakacji i z tego szczególnego rytmu życia, jaki pojawia się po kilku dniach na jachcie.
Rano nie zastanawiasz się już, jaki jest dzień tygodnia. Znacznie ważniejsze stają się wiatr, morze i odpowiedź na pytanie: dokąd popłyniemy dzisiaj?
Pamiątka od Windstory
Na tym rejsie był z nami również Michał — autor akwarel, które stały się jednym z małych znaków rozpoznawczych naszych rejsów.
Każdy, kto wchodzi na pokład Windstory, otrzymuje od nas jego akwarelę. To nasz sposób na podarowanie uczestnikom czegoś więcej niż typowej wakacyjnej pamiątki.
Czegoś stworzonego przez człowieka, związanego z żeglowaniem i z miejscami, do których razem płyniemy.
Po powrocie zdjęcia trafiają do telefonu, walizka wraca na swoje miejsce, a codzienność szybko zaczyna biec swoim rytmem.
Akwarela zostaje.
I być może któregoś zimowego dnia wystarczy na nią spojrzeć, żeby na chwilę znów poczuć ciepło Adriatyku i przypomnieć sobie swój czas pod żaglami.

Ostatnie cumy sezonu 2026
Powrót do Kašteli miał tym razem dodatkowe znaczenie. Kończył się nie tylko jeden rejs. Kończył się nasz sezon 2026.
I chyba trudno było wymyślić lepsze zakończenie.
Dobry wiatr. Dużo żeglowania. Piękna Dalmacja. Świetni ludzie na pokładzie. Jedzenie, muzyka, śmiech i poczucie, że właśnie po takie tygodnie stworzyliśmy Windstory.
Ciao Bao wróciła do mariny, ale my już zaczynamy myśleć o tym, co będzie dalej.
A dalej? Sezon 2027
Pierwsze zapytania o rejsy Windstory w 2027 roku już do nas trafiają.
Są wśród nich grupy znajomych i rodziny, które chciałyby mieć cały jacht dla siebie. Właśnie przygotowujemy pierwsze propozycje takich zamkniętych rejsów.
Ale spokojnie — pojawią się również rejsy otwarte, na które będzie można zapisać się indywidualnie lub w mniejszej grupie.
Jeżeli więc oglądając zdjęcia z naszego ostatniego rejsu pomyślałeś:
„W przyszłym roku chciałbym znaleźć się na takim pokładzie”
— napisz do nas.
Nie musisz być żeglarzem. Możesz przyjechać odpocząć, zobaczyć Dalmację od strony morza, nauczyć się czegoś o żeglowaniu albo połączyć jedno z drugim.
Ty przyjeżdżasz na wakacje. My zajmiemy się resztą.
Do zobaczenia na pokładzie w 2027 roku.




Komentarze